Jak było na Scrambler Fever

Poniżej obszerna relacja chłopaków z Red Hot Chili Customs z zakończonego niedawno Scrambler Fever 2016.

SCRAMBLER FEVER 2016

Posiadanie motocykla typu Scrambler i Tracker stało się ostatnimi czasy modne. Zindywidualizowane pojazdy, stylizowane w stronę pra-enduraków zdobywają na świecie coraz mocniejszą pozycję. Ich wszechstronność oraz  zdecydowanie wygodniejsza pozycja niż w przypadku cafe racerów i bobberów zachęca do częstych wizyt w off-road'zie. Fakt, może prędkości nie są w lesie zawrotne, ale zapach natury i dzikie krajobrazy wynagradzają z nawiązką brak trzycyfrowej wartości na prędkosciomierzu.

Motocyklistów, którzy doceniają uniwersalność scramblerów nie brakuje również i u nas. Dla nich to właśnie pod koniec maja w okolicach Bornego Sulinowa Red Hot Chili Customs wraz z wsparciem Crave For Ride oraz Scrambler Ducati zoragnizowało 4 dniowy event. Termin długiego weekendu wybrany został nie przypadkowo. Czwartek organizatorzy przewidzieli na "zjeżdżanie się" uczestników, integrację , wędkowanie – jednym słowem chill out. Wieczorne kino pod gołym niebem serwowało mało znaną, lecz dla wielu już kultową, "Motodramę" oraz "Easy Ridera".

W piątek po śniadaniu odbyła się odprawa dla startujących w rajdzie, na której wytłumaczono jak czytać "road booka", o co chodzi w zadaniach, po czym zaczęto wypuszczać uczestników co 3 min na trasę. Dla wielu jazda wg "itinerera" to zupełna nowość, nie obyło się bez błądzenia, lecz ostatecznie wszyscy dojechali do mety.

Na trasie rajdu, prócz oznaczonych zadań znajdowały się również punkty kontrolne. Na pierwszym z nich każdy z "rajdowców" dostał po surowym jajku, które musiał przez 15km offroadu dowieźć do kolejnego punktu kontrolnego. Tutaj już czekał Master Chef Bati oraz Master Chef Konio z kuchnia gazową oraz zestawem przypraw. Każdy z uczestników musiał wykazać się kunsztem kulinarnym i przyrządzić potrawę używając przywiezionego jajka oraz produktów jakie tylko mógł zdobyć w okolicy. Dodam że punkt był umieszczony w środku lasu nad jeziorem także o sklepach można było tylko pomarzyć. Nie mniej jednak chłopaki pokazali że mają jaja, a Master Chefowie mlaskali ze smakiem. Po degustacji oceniano potrawę po czym "rajdowiec" musiał zjeść to co zrobił.

Na innym punkcie ustawiono na plaży slalom, który należało jak najszybciej pokonać mając na nogach narty...

Aby kierowcy nie umarli z głodu, za połową rajdu przewidziano obiad, który aby dostać należało wejść do lokalu z pieśnią ludową na ustach i wymienić mapę na nową. Jednym z ostanich punktów był przejazd przez rzekę, na którym to czekał organizator z VW T3 "Wersalia". W razie poważnego utopienia – ekipa była gotowa zapakować sprzęt na pakę i odwieźć do punktu serwisowego (A jak! Był taki!). Na szczęście obyło się bez potrzeby ratowania topielców, każdy pojazd pokonał bród bez problemów. Nawet BSA M20 z lat 30tych! Piątkowy wieczór to znów ognisko i chill out przy nocnym kinie. Tym razem obejżeć można było kultowy film z 1970 roku "On any sunday"  i polski "Enduro Bojz".

Sobotni poranek dłużył się niesamowicie.. ale już około południa cała banda wyruszyła na zwiedzanie okolic. Przewodnikiem był Siwy, który okolice Bornego ma w jednym palcu. Scramblery i trackery buszowały po lasach, łąkach i poligonach . Jako że poprzedniej nocy deszczu nie brakowało – pierdy wyposażone w bardziej szosowe niż terenowe opony tańczyły w błocie a ich kierowcy walczyli dzielnie aby nie zaliczyć kolejnej gleby. by na końcu wylądować na pysznym obiedzie "U Ani".  Po obiedzie znów offroadem ruszyliśmy w kierunku rzeki a potem grzecznie już na teren obozowiska. Wieczorem przy ognisku wręczono nagrody i dyplomy.

A oto wyniki:

Ex-u (Ducati Scrambler Urban Enduro)
Madej (Suzuki GN250 Tracker)
Diug (Yamaha XT350)

Podsumowując imprezę warto dodać, że panowała na niej kameralna, praktycznie rodzinna atmosfera.Wielu z uczestników czuło się bardziej jak w hipisowskiej komunie niż na zlocie.  Do Jeziornej zjechała się cała Polska i nie zabrakło też czterech gości z Niemiec. Wśrod startujących znalazła się i kobieta, dla której należą się ogromne brawa! Tak trzymaj Szyszka!

Trasa prowadziła przez malownicze tereny pojezierza szczecineckiego.  Teren ukształtowany przez lodowiec jest mocno pofałdowany i bogaty w jeziora , a słabe zaludnienie sprzyja offoradowi/ Można było też zobaczyć tzw. Łąkę Windows , do złudzenia przypominającą tę z ekranu monitora.

Podziękowania 

Organizatorzy pragną z całego serca podziękować:

Siwemu za pomoc w planowaniu trasy i za możliwość trolenia na jego posiadłości w środku niczego
Ducati Polska za udostępnienie Scramblerów do jazd próbnych oraz masę gadżetów
Crave For Ride za ufundowanie czadowej kevlarowej koszuli
Motul oraz Valvoline za wsparcie techniczne
Motocycle Storehouse za wsparcie techniczne